"Z każdym oddechem", N. Sparks
Być może to zaskakujące, ale powieść "Z każdym oddechem" to moje pierwsze od lat spotkanie z Nicholasem Sparksem. Wiele razy miałam jego książki w rękach, ale nigdy nie przekonały mnie na sto procent. Po przeczytaniu jego najnowszej powieści uważam, że to był błąd. I chociaż "Z każdym oddechem" nie urzekło mnie jakoś szczególnie ani nie ścisnęło za serce, to mimo wszystko sprawiło, że chcę Sparksa więcej. Więcej pięknych opisów, świetnie wykreowanych postaci, a przede wszystkim emocji - więcej, więcej więcej.
Egzemplarz powieści "Z każdym oddechem" zdobyłam na tegorocznych krakowskich Targach Książki. Trochę trwało, zanim przyszła kolej na tę historię, ale dziś myślę, że to był właśnie idealny czas na jej przeczytanie. W tym świątecznym chaosie potrzebowałam takiej lekkiej lektury, która uwolni moje myśli od obowiązków i zadań, i da trochę wytchnienia po męczącym dniu pełnym pracy. Sprawdziło się. I to sprawdziło doskonale.
Uważam, że ta historia nie jest zbyt wymagająca dla Czytelnika. Przenosi nas na klimatyczne wybrzeże Karoliny Północnej, gdzie poznajemy dwoje głównych bohaterów - Hope i Tru. Różni ich niemalże wszystko, począwszy od celów przybycia do Sunset Beach, na miejscu zamieszkania skończywszy. Łączy ich za to miłość - i to taka, która zdarza się tylko raz w życiu. Los stawia jednak przed nimi trudności, a oni muszą dokonać wyboru - podjąć ryzyko i zmienić swoje dotychczasowe życie, lub pozostać przy tym, co znane, bezpieczne i sprawdzone. A wszystko to dzieje się w cieniu niepozornej, tajemniczej Bratniej Duszy, która jest najwierniejszym świadkiem ich historii...
Powieść, pod względem językowym, napisana jest doskonale. Wychodzi tu cały kunszt pisarski i doświadczenie autora, który dobiera trafnie słowa i dba o każdy szczegół. Urzekły mnie piękne opisy i niebanalne metafory, oraz - a może przede wszystkim - bardzo emocjonalny przekaz. Dzięki niemu poznajemy całe wnętrze postaci, rozterki i myśli, a także uczucia, które nimi kierują. Sama historia, choć nie chwyciła mnie za serce ani specjalnie nie zachwyciła, może sprowokować do własnych rozmyślań na temat życiowych wyborów i konsekwencji podjętych decyzji. Nie podobało mi się jednak wiele wątków pobocznych, niewiele wnoszących do właściwej treści, oraz niepotrzebne moim zdaniem rozciąganie akcji. Osobiście byłam również rozczarowana postępowaniem bohaterów, choć to rozczarowanie przyczyniło się, koniec końców, do pozytywnego odbioru całości. Ta historia miłosna jest słodka, ale nie przesłodzona. Po przeczytaniu ostatniej strony zostałam tylko z jednym wnioskiem. Brzmiał on: to prawda, że miłość zawsze wygrywa... ale nie zawsze w czasie, w którym byśmy tego chcieli.
"Chcę tylko trzymać cię w ramionach i kochać cię z każdym oddechem", mówi Tru do ukochanej Hope. Myślę, że ta powieść Nicholasa Sparksa przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia. Ci jednak, którzy spodziewają się porywającego romansu, zaskakujących zwrotów akcji oraz miłosnych intryg pełnych przygód i tajemnic, mogą być rozczarowani. Ja trochę byłam, bo spodziewałam się po prostu czegoś lepszego.
Ta lektura wzbudziła jednak we mnie chęć ponownego sięgnięcia po powieści Sparksa, którego nie bez powodu nazywa się mistrzem miłosnych historii. Trzeba przyznać, że czyta się go lekko i szybko. Niebawem więc znów pojawi się jego nazwisko, choć tym razem sięgnę po klasykę. Chcę się przekonać, czy ten emocjonalny styl, który tak mnie tutaj urzekł, jest u niego regułą, czy był tylko jednorazowym wybrykiem...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz