"Tajemnica pod jemiołą", R.P. Evans
Moja koleżanka, również 'książkomaniaczka', ma taką swoją tradycję, że zawsze w okresie przedświątecznym czyta jakąś stricte bożonarodzeniową powieść. To właśnie ona poleciła mi Richarda Paula Evansa i serię Kolekcja pod jemiołą, zaznaczając, że mogę sięgnąć po którąkolwiek część tej trylogii, nie koniecznie w porządku chronologicznym. Wybrałam więc najnowszą, Tajemnicę pod jemiołą, która okazała się lekturą bardzo przyjemną, choć nie uznałabym jej za historię w klimacie Świąt. Owszem, akcja dzieje się w atmosferze Bożego Narodzenia, ale to chyba tyle, jeśli chodzi o związki ze Świętami. No i może jeszcze to, że w Święta zdarzają się cuda.
Historia przedstawiona w książce Tajemnica pod jemiołą jest właściwie bardzo prosta, ale nie banalna. Otóż główny bohater, Alex, wyrusza w szaloną podróż do zasypanego śniegiem Midway, by odnaleźć tajemniczą LBH, autorkę osobistego bloga o samotności i smutku, na który natknął się w Internecie. Alex w wypowiedziach blogerki - jej Listach do Wszechświata - odnajduje samego siebie i utożsamia się z jej bólem. Ciekawość szybko zamienia się w sympatię, a sympatia w coś w rodzaju obsesji, i bohater postanawia odnaleźć i poznać kobietę, która poruszyła jego serce swoimi słowami. Czeka go jednak trudne zadanie, a po drodze wiele przygód i zaskoczeń. Kogo Alex odnajdzie w niewielkim Midway? Czy spotka się z LBH? A przede wszystkim - czy ta szalona wyprawa ukoi jego samotne, złamane serce? Jestem pewna, że nie chcecie poznać odpowiedzi na te pytania przed przeczytaniem powieści, ale uwierzcie, że finał całej tej zakręconej historii może okazać się zaskakujący.
Evansa czyta się szybko i przyjemnie, powieść sama w sobie nie jest zbyt wymagająca dla Czytelnika. Przy Tajemnicy pod jemiołą można się wzruszyć, można zadumać i można też się uśmiechnąć, albo wręcz wybuchnąć śmiechem. Język jest bardzo lekki, a dialogi naturalne. Bohaterowie zostali przedstawieni dobrze i całościowo, ale nie zbyt szczegółowo, co w powieściach czasem bywa nużące. Wszystko to wpływa na pozytywny odbiór całości. To idealna lektura na długie, zimowe popołudnia pod grubym kocem, z kubkiem gorącego kakao w dłoniach, i właściwie jest tylko jeden mankament: te blisko trzysta stron kończą się w mgnieniu oka!
Dla kogo więc Richard Paul Evans i Tajemnica pod jemiołą? Dla każdego, kto szuka lekkiej lektury i ceni sobie płynność fabuły. To nie jest słodka, miłosna historia - to wbrew pozorom bardzo konkretne spojrzenie na samotność i ból, jaki ona może zadawać. Temat inspiruje, by przyjrzeć się temu zagadnieniu bliżej, podobnie jak wzruszające Listy do Wszechświata tajemniczej LBH. Czy polecam tę powieść? Zdecydowanie tak, i to nie tylko w grudniu!
Historia przedstawiona w książce Tajemnica pod jemiołą jest właściwie bardzo prosta, ale nie banalna. Otóż główny bohater, Alex, wyrusza w szaloną podróż do zasypanego śniegiem Midway, by odnaleźć tajemniczą LBH, autorkę osobistego bloga o samotności i smutku, na który natknął się w Internecie. Alex w wypowiedziach blogerki - jej Listach do Wszechświata - odnajduje samego siebie i utożsamia się z jej bólem. Ciekawość szybko zamienia się w sympatię, a sympatia w coś w rodzaju obsesji, i bohater postanawia odnaleźć i poznać kobietę, która poruszyła jego serce swoimi słowami. Czeka go jednak trudne zadanie, a po drodze wiele przygód i zaskoczeń. Kogo Alex odnajdzie w niewielkim Midway? Czy spotka się z LBH? A przede wszystkim - czy ta szalona wyprawa ukoi jego samotne, złamane serce? Jestem pewna, że nie chcecie poznać odpowiedzi na te pytania przed przeczytaniem powieści, ale uwierzcie, że finał całej tej zakręconej historii może okazać się zaskakujący.
Evansa czyta się szybko i przyjemnie, powieść sama w sobie nie jest zbyt wymagająca dla Czytelnika. Przy Tajemnicy pod jemiołą można się wzruszyć, można zadumać i można też się uśmiechnąć, albo wręcz wybuchnąć śmiechem. Język jest bardzo lekki, a dialogi naturalne. Bohaterowie zostali przedstawieni dobrze i całościowo, ale nie zbyt szczegółowo, co w powieściach czasem bywa nużące. Wszystko to wpływa na pozytywny odbiór całości. To idealna lektura na długie, zimowe popołudnia pod grubym kocem, z kubkiem gorącego kakao w dłoniach, i właściwie jest tylko jeden mankament: te blisko trzysta stron kończą się w mgnieniu oka!
Nie poddawaj się. Na świecie jest mnóstwo nieodkrytych skarbów. Większość z nich to ludzie. (s. 100)Tak jak wspomniałam we wstępie, nie uważam jednak tej historii za stricte bożonarodzeniową. Akcja po prostu dzieje się w okolicy Bożego Narodzenia, ale w moim odczuciu "magia Świąt" w tej powieści w ogóle nie działa. Jedyne nawiązanie dostrzegam w poszukiwaniu choinki. Nie sądzę więc, by była to powieść zarezerwowana do czytania jedynie w grudniu. Nie wiem, czy w pozostałych częściach Kolekcji pod jemiołą świąteczna atmosfera jest eksponowana bardziej, ale tutaj z pewnością nie było jej wiele, żeby nie powiedzieć, że nie było jej wcale.
Dla kogo więc Richard Paul Evans i Tajemnica pod jemiołą? Dla każdego, kto szuka lekkiej lektury i ceni sobie płynność fabuły. To nie jest słodka, miłosna historia - to wbrew pozorom bardzo konkretne spojrzenie na samotność i ból, jaki ona może zadawać. Temat inspiruje, by przyjrzeć się temu zagadnieniu bliżej, podobnie jak wzruszające Listy do Wszechświata tajemniczej LBH. Czy polecam tę powieść? Zdecydowanie tak, i to nie tylko w grudniu!
- Czy wiesz, że w powieści Tajemnica pod jemiołą pojawia się również polski akcent? Podczas rozmowy Alexa z właścicielem restauracji Pod Błękitnym Dzikiem z ust Raya pada takie zdanie: "(...) Taka dziewczyna. Piękna wewnętrznie i zewnętrznie. Jedna z tych niewielu kobiet, które nie wiedzą, że są piękne. - Zamyślił się na chwilę. - Chyba takie są Polki. I cała Polska".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz