"Hygge po polsku", I.Wojnowska

Czy jest ktoś, kto nie słyszał jeszcze o hygge? Duńska sztuka szczęścia, dobrego życia - bo tym właśnie jest hygge - stała się w ostatnich miesiącach w Polsce bardzo modna. Na pewno w księgarniach natknęliście się na pięknie wydane książki w czarno-złotych okładkach, które skutecznie przyciągnęły wzrok. Samo słowo hygge już brzmi tajemniczo, dźwięcznie i melodycznie, a hygge po polsku sprawia, że chcemy jeszcze bardziej poznać tę magiczną rzeczywistość. Jak ugryźć to całe hygge i to po polsku? Iza Wojnowska rozwiewa wątpliwości.


Autorka przede wszystkim zaznacza, że w języku polskim nie ma odpowiednika słowa hygge. Nie znaczy to jednak, że Polacy nie umieją 'hyggować', bo owe hygge to nic innego, jak szczęście, piękno codzienności, dobre chwile. Innymi słowy, duńską filozofię hygge wyznaje każdy, kto odnajduje radość w małych, zwykłych rzeczach, docenia prostotę życia, potrafi się zachwycić. Jeśli ktoś oczekiwał więc jakiegoś wielkiego "WOW!" albo tajnego, sekretnego składnika... może być rozczarowany. To tak jak w bajce Kung-fu Panda: sekretem jest brak żadnego sekretu.

Książka Izy Wojnowskiej jest tak naprawdę zbiorem inspiracji, gdzie można hygge odnaleźć w naszej polskiej codzienności. To przede wszystkim historie zwykłych ludzi, którzy robią zwykłe rzeczy w zwykły sposób, ale czerpią z tego niezwykłą radość. Mówi się, że my, Polacy, na wszystko zawsze narzekamy. Ale dzięki tej książce można odnieść wrażenie, że hygge jest nam o wiele bliższe niż narzekanie, choć hyggujemy ciszej, a narzekamy głośniej. Bliskość, zmysły i spontaniczność - w tych trzech kategoriach odkrywamy nasze własne, polskie hygge. Bez fajerwerków i oklasków. W spokoju i ciszy, na łonie natury, oparci o pień dorodnej jabłoni...

Myślę, że Hygge po polsku to książka bardzo niezobowiązująca, niosąca proste i ważne przesłanie. Nie ma tu jednak wartkiej akcji ani humorystycznych treści, wielu może znudzić bijący z niej spokój, może nawet melancholia. To jednak bogaty zbiór inspiracji dla tych, który pragną w życiu zwolnić, nacieszyć się trwającą chwilą i wycisnąć z niej najbardziej intensywny sok. A być może, tak jak ja, żyjesz hygge, choć wcale o tym nie wiesz?

Czy hygge można się nauczyć? Moim zdaniem takie coś jak hygge każdy z nas ma już w sobie.
Trzeba je tylko odkryć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz