"Slow life", J. Glogaza
O tym, żeby nie tyle zwolnić, co znaleźć swój rytm i żyć w swoim tempie. O tym, żeby odnaleźć w sobie pasję i zacząć być przyjacielem samego siebie. Żeby przestać spełniać oczekiwania innych, wbrew własnym zasadom. Żeby przeżywać, czerpać radość z każdej chwili, i po prostu czuć się dobrze tam, gdzie jesteś, z tym, co masz i taki, jaki jesteś. O tym właśnie jest druga książka Joanny Glogazy - nie tyle o filozofii życia slow, co o wartościach.
Myślę, że ta lektura jest idealnym podręcznikiem na nasze czasy. Pokazuje prawdę, do której często się nie przyznajemy nawet sami przed sobą: że biegniemy razem ze światem, który nieustannie pędzi, że na nic nie mamy czasu, że zapominamy o sobie, chcąc podobać się innym, że wpadamy w pułapkę mediów społecznościowych i idealnego życia, jakie pokazują tam nasi znajomi. Że odsuwamy na bok nasze pasje, bo nie wpisują się w 'normy': bo są niefotogeniczne albo niszowe, no i przede wszystkim słabo wypadają na tle zamiłowań innych ludzi. Że żyjemy w nadmiarze i to nie tylko przedmiotów, ale też znajomości, rozpraszaczy, wartości i pragnień. Nasze kalendarze są wypełnione po brzegi, nie umiemy odpoczywać. Zamiast celebrować każdy dzień, my czekamy na 'lepsze czasy': na święta, na urlop, na urodziny, na wesele, na okazje. Autorka mówi: najlepsza okazja jest dziś.
Czy jest na to recepta? Oczywiście, i właśnie o tym jest "Slow life": o odnalezieniu własnego rytmu w życiu. Joanna Glogaza prostym, lekkim i do bólu szczerym językiem przeprowadza nas przez kolejne trudne aspekty i podaje metody (uwaga: metody, nie gotowe rozwiązania!), jak można to zmienić. Pomocne są również specjalnie opracowane ćwiczenia, które pozwolą zastanowić się nad tym, co dla nas jest w życiu ważne. Inspirujące są także wywiady z innymi blogerami, którzy opowiadają o swojej drodze, o swoim slow life. Ta książka mieści się jeszcze w gatunku poradników, i to chyba najlepiej napisany poradnik, jaki miałam w swoich rękach.
Temat jest mi o tyle bliski, że od pewnego czasu sama ustalam swoje zasady slow life. Przełom przyszedł w tym roku, taki punkt kulminacyjny, po którym powiedziałam sobie: dość. Zaczęłam mniej chcieć, a bardziej być, poznałam ideę minimalizmu i się w niej odnalazłam. Hasłem na Nowy Rok jest dla mnie właśnie to słowo: MNIEJ. Wybieram mniej. Nawet ten blog jest owocem takiego wewnętrznego przewartościowania: zamiast pisać o wszystkim, piszę o tym, co mi najbliższe, co najbardziej lubię: o książkach. Książki i czytanie nie są zbyt popularnym hobby wśród moich znajomych, ale to przestało być już dla mnie problemem. Przecież to mnie ma dawać radość, nie im!
Chodzimy do pracy, której nie cierpimy, kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, usiłując zaimponować ludziom, których nie lubimy, udając kogoś, kim nie jesteśmy.
Książka Joanny Glogazy pozwala więc zrobić bardzo konkretne porządki w głowie. Sama autorka zaznacza jednak, że samo jej przeczytanie nic nie zmieni, tak jak przeczytanie książki o grze na gitarze nie sprawi, że nauczymy się grać. Slow life, podobnie jak minimalizm, to proces. Tu potrzeba czasu, zaangażowania, silnej woli i wiele cierpliwości do siebie, ale powiem jedno - efekt jest tego warty. Życie jest tego warte!
PS. Polecam również drugą (a właściwie pierwszą) książkę Joanny Glogazy, czyli "Slow fashion. Modowa rewolucja". W niej autorka skupia się konkretnie na zawartości naszych szaf oraz uczy, jak mając mniej rzeczy, czuć się w nich lepiej. Ta lektura, napisana równie łatwym w odbiorze językiem, będzie idealna dla wszystkich Pań, które borykają się z nadmiarem ciuchów i nieustannie mówią: 'Nie mam co na siebie włożyć'. (Moja babcia zawsze w takich sytuacjach odpowiadała: 'To idź z gołą dupą!'. Zapewniam, że Asia Glogaza podaje mniej radykalne rozwiązania). Ze "Slow fashion" skorzystają również ci, którzy chcą robić bardziej świadome zakupy i nie godzą się na bylejakość.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz