"Niespokojny duch" D. du Maurier
Nie było to moje pierwsze spotkanie z Daphne du Maurier i muszę przyznać, że nie było też szczególnie zachwycające. Nie zrozumcie mnie źle: Niespokojny duch to dobra powieść, naprawdę dobra. Ale jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia i na mnie osobiście większe wrażenie zrobiły powieści takie jak Rebeka czy Moja kuzynka Rachela, które miałam okazje przeczytać wcześniej.
Pewnie nie przeczytałabym Niespokojnego ducha, gdyby nie wydanie - ale piękna Seria Butikowa od Albatrosa to jedne z niewielu książek, które kolekcjonuję w formie papierowej. (Większość pozycji kupuję już na Kindle'a. Nigdy nie sądziłam, że przerzucę się na czytnik, ale korzystanie z niego ma wiele zalet. O tym jednak innym razem). I przyznam, że była to szybka i przyjemna lektura, jednak dla mnie nie porywająca i nie chwytająca za serce. To taki typ lektury, kiedy sprawdzasz, ile jeszcze stron zostało do końca i już podczas czytania zastanawiasz się, po jaką książkę sięgnąć w następnej kolejności.
Niespokojny duch to historia rodziny Coombe'ów. Poznajemy burzliwe dzieje Janet, Josepha, Christophera i Jennifer. Cztery pokolenia, postacie o różnych charakterach, targani odmiennymi namiętnościami, z pasją i marzeniami, poszukujący na swój sposób spełnienia i swojego miejsca na świecie.
Bohaterowie są bardzo niejednoznaczni. O ile w przypadku Janet i Josepha ma to swój urok, o tyle później stają się dosyć... męczący. Ich perypetie zaczynają trochę przytłaczać i nudzić. Mam wrażenie, że wraz z kolejnymi rozdziałami brakuje im charakteru i odwagi. Żyją w pewnej klątwie pokoleń, dziedzicząc grzechy ojców i dziadków, ale nie do końca potrafią się wyrwać z tego schematu. Patrząc zupełnie po ludzku, brakuje im zrozumienia, empatii, rozmowy, współczucia. Chociaż powieść ma dobre zakończenie, mam wrażenie, że całość historii jest dosyć dołująca. Mówi o innym świecie i niespełnionych pragnieniach, zmarnowanych szansach i bardzo niezdrowych relacjach (zażyłość matki z synem, próba zaimponowania ojcu za wszelką cenę, rodzinna zawiść).
Czy sięgnę po Niespokojnego ducha po raz drugi? Pewnie nie. To może być jednak przyjemna lektura na zbliżające się nieuchronnie, jesienne popołudnia. Aż żałuję, że nie zostawiłam jej sobie na ten czas - mroczny klimat wykreowany przez Daphne du Maurier idealnie wpisałby się w długie wieczory przy gorącej herbacie.
⏩ Moja ocena: 5/10.
%5B1%5D.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz