Dlaczego odeszłam z bookstagrama?

Jestem prawdziwą mistrzynią w zaczynaniu od nowa.

Trzy lata to całkiem sporo czasu. Nie publikowałam tu dużo i długo, ani jakoś szczególnie regularnie, a jednak kiedy znalazłam w odmętach przeglądarki adres tego bloga, obudził się we mnie jakiś sentyment i pragnienie powrotu do publikowania recenzji. Czytania nie zaniechałam - wciąż czytam sporo, w prawie każdej wolnej chwili - ale to właśnie z pisaniem o przeczytanych książek miałam problem. Dlaczego?

Cóż, winię własne ambicje i bookstagram, czyli społeczność miłośników książek na platformie IG. Chcąc podążać za trendami, narzucałam sobie za duże tempo. Tyle książek było do przeczytania, żeby być na bieżąco, tyle tytułów do zdobycia, do opisania! Z tym opisywaniem też miałam problem, bo nie mogłam pozbyć się wrażenia, że staram się pisać bardziej pod ludzi, niż pod siebie. Trochę kłóciło się to z moim systemem wartości, bo kiedy zakładałam Book Story, obiecałam sobie, że będę dzielić się tu moimi subiektywnymi odczuciami, bez względu na opinie większości. Chciałam polecać dobre książki, ale też śmiało mówić, że któraś pozycja nie przypadła mi do gustu.

I chyba potrzebowałam tych trzech lat, żeby dorosnąć do prowadzenia bloga i konta na IG o książkach.

Nie jestem tu przecież po lajki, po serduszka, po obserwatorów, po współprace z wydawnictwami. Nie chcę czytać nowości wydawniczych (choć i takie się w moim repertuarze zdarzą), skoro mam w domu Stos Hańby wyższy niż Burdż Chalifa. Chcę tu być, bo sprawia mi to przyjemność. Zarówno czytanie, jak i pisanie o przeczytanym.

Tak więc wracam - bez presji, bez celów, bez wymagań. Na własnych zasadach i po swojemu, i na ile pozwoli mi czas. Bo przez te trzy lata w moim życiu sporo się zmieniło - zostałam żoną i opiekunką chorowitego corgasa, a obie te rzeczy trochę uszczupliły mój wolny czas.

Po raz kolejny więc... do dzieła. Zaczynam od nowa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz