"Zakazany owoc", J. Moyes

Jojo Moyes powraca! I to w swoim najlepszym wydaniu.

Znów przenosi nas do wykreowanego przez siebie świata, do nadmorskiego miasteczka Merham, gdzie od lat panuje spokój i porządek. Ład ten burzą jednak mieszkańcy jednej z najpiękniejszych willi - Arcadii, którzy swoim sposobem bycia wydają się zupełnym przeciwieństwem eleganckich ludzi w Merham. Lecz "Zakazany owoc" to historia nie tylko o konflikcie, ale również - a raczej przede wszystkim - o uczuciach. O wyborach, o stracie, tęsknocie i bitwach, jakie toczy się wewnątrz siebie.

Swoim zwyczajem, Jojo Moyes od razu wrzuca nas na głęboką wodę. Poznajemy nowy świat, nowych bohaterów i na początku nawet nie do końca wiadomo, o kim ta historia będzie - o Celii, o Lottie, a może jednak o Daisy, o której mogliśmy przeczytać na okładce? Jednak wraz z kolejnymi rozdziałami wszystko zaczyna się klarować i ładnie zazębiać, a historie, które wydawały się być dwiema odrębnymi - uzupełniać. Uważam Moyes za absolutną mistrzynię w kreowaniu świata przedstawionego w utworze. Jej opisy są subtelne, dobrze wyważone, a przy tym barwne i plastyczne, świetnie działają na wyobraźnię i wszystkie zmysły. Wyraziści są też bohaterowie i ich charaktery, choć nie wszystkich da się lubić - a innymi ma się czasem ochotę aż potrząsnąć.

Kto powinien przeczytać "Zakazany owoc"? Na pewno ktoś, kto szuka niebanalnej historii nie tyle o miłości, ile o cenie, jaką czasem przychodzi za nią zapłacić. To opowieść o rozliczeniu z przeszłością i o wolności i spokoju, które przynoszą odpowiedzi na najważniejsze pytania. I po których uzyskaniu można żyć dalej - bez zgorzknienia, mściwości i nieświadomym nawet krzywdzeniu najbliższych.


Czasami się zastanawiała, czy można znajdować się tak daleko od morza, a mimo to czuć, że się tonie.

Tę powieść naprawdę warto przeczytać. Nie jest może najlepszym dziełem Jojo Moyes, ale w mojej ocenie plasuje się w ścisłej czołówce. I wydaje się idealna na ciepłe, letnie wieczory, czytana na świeżym powietrzu i przy lampce białego wina. Albo mrożonej herbaty. Chociaż jak się wkręcicie, to pewnie o napoju i tak zapomnicie.

Moja ocena ⇨ 8/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz