"Złodziejka książek", M. Zusak

Płaczecie czasem podczas czytania książek?
Bo ja raczej rzadko. Owszem, bywa, że przy dobrej powieści dogłębnie się wzruszam, ale nie do łez. Nie aż tak, że łzy spływają mi po policzkach, a zaszklone oczy rozmazują tekst. Nie, to mi się zwykle nie zdarza. Tutaj jednak, przy okazji "Złodziejki książek", się zdarzyło. Pękłam. I pozostałam z tym samym pytaniem, które niejednokrotnie zadawała Śmierć: jak to jest, że coś może być jednocześnie i straszne, i piękne? Bezwzględne i wspaniałe? Przerażające i inspirujące, zabawne i pełne nieopisanego smutku?

Śmierć nie wiedziała. Ja też nie wiem. Ale taka właśnie jest historia Złodziejki książek.


(Uwaga - poniższy tekst zawiera wątki poruszane w powieści).
Temat Holocaustu zawsze jest trudny i bolesny, ale ten konkretny, który porusza Zusak, stawia dodatkowe pytania i wątki do rozważenia. Czy byli dobrzy Niemcy? Czy byli Niemcy, którzy nie popierali idei Hitlera, czy robili coś, by temu zapobiec? Literatura obozowa skupia się przede wszystkim na ofiarach - Żydach, Polakach, więźniach obozów koncentracyjnych. Tutaj mamy jednak zgoła inną opowieść - o Prześladowcach. O Niemcach. A konkretnie o rodzinie, a w szerszym oglądzie o społeczności, która widzi, że na świecie dzieje się źle.

Nie ma tu jednak żadnych heroicznych czynów, jawnych wystąpień przeciwko hitlerowskiej ideologii ani poświęceń siebie w imię swoich przekonań. Jest za to cichy sprzeciw, ukrywanie Żyda, małe bunty; jest bieda niemieckich miasteczek, głód, dzieci, bombardowania i wojna. I pomiędzy tym wszystkim jest historia Liesel, Złodziejki książek. Zwykłej nastolatki, której losy poruszyły samą Śmierć. Historia o tym, że wszystko tak naprawdę zaczęło się od słów.

Rzadko zdarza się, że po przeczytaniu jakiejś powieści pozostaję w takim roztargnieniu, zadumie i konsternacji. Tematyka obozowa zawsze wprawia mnie w refleksję, ale ta konkretna powieść ma w sobie coś więcej. Jest pełna sprzecznych emocji, budzi wiele uczuć. Raz śmiejesz się do łez, a kilka stron później czujesz w gardle wielką gulę, boleśnie rozpychającą krtań. Myślisz sobie, że to nie mogło się ot tak skończyć, nie, to na pewno wielka pomyłka, a później dochodzi do ciebie prawda i pytanie: czy naprawdę nie mogło? Jak wiele ludzkich istnień zabrała wojna w podobny sposób? Czy jest jakiś rodzaj śmierci, który byłby odpowiedni podczas wojny?

A wszystko zaczęło się... od słów.

Moja ocena: 5/5

_____________________________________________________________________________________________
Znajdź mnie również na Lubimy Czytać: PannaZaczytana [KLIKNIJ TUTAJ].

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz