"Pamiętnik", N. Sparks
Kiedy jakiś czas temu pisałam recenzję najnowszej powieści Nicholasa Sparksa, "Z każdym oddechem" (możesz ją przeczytać pod tym linkiem), ostrzegałam, że jeszcze do tego autora wrócę. I wróciłam, wraz z absolutną klasyką w jego wykonaniu, czyli pierwszą powieścią, jaka wyszła spod jego ręki (i, jak myślę, z jego serca), czyli z "Pamiętnikiem". W pięknym, jubileuszowym wydaniu z estetyczną i skromną, białą okładką...
Trochę obawiałam się tej lektury. Obawiałam się rozczarowania. Bałam się, że moja wrażliwa, sentymentalna dusza trochę Sparksa idealizuje, że daję się ponieść fascynacji tłumu, który przecież nie bez powodu go pokochał. Bałam się, że "Pamiętnik" będzie równie przegadany i rozwleczony, sztuczny, schematyczny, co "Z każdym oddechem"... Gdzieś na Instagramach natknęłam się również na ten tytuł w kontekście najbardziej "przegadanych" książek - osławionych, ale zupełnie na to nie zasługujących. I tak siedziałam kilkanaście minut, bijąc się z własnymi myślami, obracając w dłoniach przepięknie wydaną przez Wydawnictwo Albatros powieść... aż w końcu stwierdziłam, że póki sama jej nie przeczytam, nigdy się nie przekonam.
Przeczytałam, w dwa dni. Przekonałam się. Przekonałam, że było warto.
Wciąż się dziwię, że powieść o tak ogromnym ładunku emocjonalnym mogła wyjść spod ręki mężczyzny. Ale tacy są też bohaterowie Sparksa: mężczyźni silni, bardzo cierpliwi i wyrozumiali, nieco sentymentalni, romantyczni. Wszystkie te cechy nie odzierają ich wcale z męskości, a wręcz przeciwnie: potęgują ją, wzmacniają i dopełniają. Sparks niesamowicie opisuje psychikę swoich postaci, wnika w nią, analizuje, a przy tym ubiera w słowa tak piękne, że można się wzruszyć samym tym opisem. Tak, jest on dla mnie absolutnym mistrzem słów i metafor.
Od słów w literaturze zależy wszystko. Tak jak można najpiękniejszą historię zupełnie zniszczyć doborem języka, tak i ze zwykłej, normalnej, zwyczajnej opowieści można stworzyć arcydzieło, używając go właściwie, magicznie. Bo gdyby spojrzeć na cały "Pamiętnik" chłodnym, zdystansowanym okiem, szybko dochodzi się do wniosku, że historia tam opisana nie jest czymś niezwykłym ani zapierającym dech w piersi... Ot, pokrętne losy dwóch ludzi, dwóch serc - jakich przecież wiele na tym świecie. Jednak dobór słów, ich użycie, opisy postaci i krajobrazów, wnikanie w emocje, rozterki - to wszystko sprawia, że piękna sama w sobie historia staje się nadzwyczajna, zapadająca w pamięć, wywołująca wzruszenie i zachwyt. I taki właśnie jest "Pamiętnik". Prosty, ale nie banalny. Przejmujący, ale nie ckliwy. Słodki, ale nie przesłodzony, doprawiony też goryczą, ale nie zupełnie gorzki.
W ostatnim rozdziale, na ostatnich kilkudziesięciu stronach, absolutnie już przepadłam. Tak wiele emocji i myśli kotłowało się w mojej głowie, że jeszcze po przeczytaniu ostatniego zdania nie ruszyłam się z miejsca, tylko smakowałam tę słodko-gorzką historię. I z pełną świadomością nie streszczam tu dokładnie fabuły, nawet nie podaję imion bohaterów. Jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, przekonajcie się sami - przeczytajcie. Nawet jeśli pożałujecie (bo przekonałam się, że powieści i styl Sparksa albo się kocha, albo nienawidzi), to i ten żal was ubogaci.
Moja ocena: 9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz