"Laleczki", tom 1 i 2, K.D, K.W.
Mam ostatnio prawdziwe szczęście do mocnych kryminałów. O serii "Laleczki" autorstwa amerykańskiego duetu - Ker Dukey i K. Webster - dowiedziałam się dzięki facebookowej grupie "Wciągam książki", gdzie ktoś ten cykl polecił. Przeczytałam opis i kilka recenzji, historia wydawała się intrygująca, więc długo się nie zastanawiałam. Kupiłam dwie części - "Skradzione laleczki" oraz "Zaginione laleczki". Przeczytałam. I...
...pozostałam z mieszanymi uczuciami.
Zacznę od tego, co było dobre - bo generalnie dużo rzeczy przemawia na korzyść tej serii. Przede wszystkim fabuła - niebanalna, tajemnicza i zagadkowa, z zaskakującymi zwrotami akcji i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Właściwie tego oczekuję od thrillerów - emocji, trochę grozy, trochę nieprzewidywalności. Ogromny plus również za portrety psychologiczne bohaterów. Główna bohaterka, Jade, to kobieta z dramatyczną historią. Jako dorosła kobieta, stara się rozliczyć z przeszłością i demonami, którymi wciąż jest opętana - a to oznacza wewnętrzną walkę, traumę, trochę nawet obsesję. Podoba mi się to, że autorki od początku do końca przedstawiają ją jako osobę silną - dzięki tej sile przetrwała, i ta siła musi pozwolić jej zwyciężyć - ale też nie wszechmocną. Miewa gorsze chwile, załamania; wnikamy w jej umysł, więc wiemy, że trudno zbudować jej poczucie własnej wartości. Biorąc pod uwagę jej przeszłość, uważam, że jej postać została przedstawiona bardzo dobrze.
Sam wątek kryminalny i psychologiczny autorki przedstawiły pierwszorzędnie, natomiast w mojej ocenie zupełnie nie udał im się wątek miłosny. Nie mamy tu delikatnego, cukierkowego romansu (w opisanych relacjach trudno doszukać się w ogóle czegoś słodkiego), mamy za to gorące i dość brutalne pożądanie, które nazwane jest miłością. Zupełnie nie udało się w tej historii pokazać, że to tak naprawdę miłość jest uczuciem, które przyniosło wyzwolenie. Mam wrażenie, że autorki bardziej skupiły się na chorym umyśle Benny'ego, niż szczerej relacji Jade i Dillona.
Nie specjalnie przypadł mi do gustu również język, który pełen jest wulgaryzmów i brutalności. Z drugiej strony trudno byłoby oczekiwać górnolotnych metafor, gdy znajdujemy się w środowisku policyjnym, a do czynienia mamy ze zbrodniami psychopatów... Uważam jednak, że wiele z przekleństw, które zostały użyte w tekście, można by było przeredagować, pozostawiając i wilka sytego, i owce całą. Moja humanistyczna dusza wciąż nie może zaakceptować książek tak naszpikowanych przekleństwami, że w ogólnym rachunku jest ich chyba więcej, niż przymiotników. Generalnie nie liczyłam, ale właśnie te dwie rzeczy - dynamizm akcji i wulgarność języka - napędzają fabułę tej książki i są jej głównymi wyznacznikami. Być może się czepiam. Może kto co lubi?
I o ile samej fabuły książki w ogóle nie podaję w wątpliwość - jestem po trzynastu sezonach serialu "Zabójcze umysły", gdzie nasłuchałam się wielu historii o zbrodniach osób chorych psychicznie - o tyle nie jestem pewna, czy procedury policyjne pozwalałyby zostać funkcjonariuszem komuś, kto przeżył w młodości taką traumę i dalej zmaga się z przeszłością. To nie tak, że się czepiam - to przecież literatura, a tutaj wiele jest możliwe - po prostu taką miałam myśl przy okazji czytania. Myśl, która nie wpływa jakoś diametralnie na odbiór całości.
I na sam koniec - jeszcze jeden ogromny plus. Za zakończenia. Za to, że człowiek kończy tom z takim niedosytem i ogromną ciekawością, czekając na ciąg dalszy...
➩ Moja ocena: 3/5

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz