"Atlas szczęścia", H. Russell
Atlas kojarzy mi się z geografią, a geografia niezmiennie przywołuje wspomnienia z lat szkolnych (ach, kiedy to było!). Było w nim pełno przeróżnych map i pięknych zdjęć, które bardzo lubiłam oglądać. Były wykresy, statystyki, legendy, stolice państw i najwyższe szczyty... Jednak "Atlas" Helen Russell jest zdecydowanie jedyny w swoim rodzaju. W żadnym bowiem innym atlasie nie znajdziemy swoistego przewodnika po... szczęściu.
A szczęście niejedno ma imię. Czasem to szwedzkie 'lagom', rosyjskie 'azart', japońskie 'wabi-sabi' lub angielskie 'jolly'... 'Aloha', jak się okazuje, to nie tylko hasło na przywitanie, a włoskie 'Dolce far niente', pomimo poetyckiego brzmienia, jest zaskakująco codziennie. Niektórzy odnajdują szczęście w pracy i produktywności, drudzy w lenistwie, inni w tańcu czy rodzinnych posiłkach, a jeszcze inni w... piciu alkoholu w bieliźnie. Co kraj, to obyczaj!
Helen Russell zaprasza nas w niezwykłą, pełną radości podróż po trzydziestu krajach świata w poszukiwaniu szczęścia. Językiem prostym i przystępnym, z niesamowitym poczuciem humoru, autorka opisuje nam własne odkrycia. Niekiedy będą wydawać się tak różne od naszej kultury, że aż dziwne, a inne okażą się zupełnie znajome. Niekwestionowanym plusem tej publikacji jest to, że możemy też poznać urywek historii poszczególnych krajów, a dzięki temu nieco wniknąć w ich mentalność, zrozumieć, dlaczego szczęście jest przez nich rozumiane w ten właśnie sposób. To podróż absolutnie niezwykła, inspirująca i bardzo wartościowa merytorycznie.
Myśl pozytywnie. Jeśli Islandczyków, którzy przez większą część roku praktycznie mieszkają w lodówce, stać na optymizm, ty też możesz się na niego zdobyć.
Pogawędki o pogodzie są lepsze niż brak rozmowy - badania wykazują, że to kontakty z innymi ludźmi (wszelkiego typu) utrzymują nas w zdrowiu, więc powtórz sobie rodzaje cumulusów.
Ta książka JEST DLA CIEBIE, jeśli: lubisz czytać o innych krajach i interesuje cię ich kultura oraz różnice, jesteś ciekawy świata, poszukujesz własnej definicji szczęścia i chcesz zainspirować się innymi, masz poczucie humoru i dystans do otoczenia. Jednak NIE JEST TO LEKTURA DLA CIEBIE, jeśli: nudzą cię fakty, szukasz porywającej akcji (lub jakiejkolwiek akcji), szukasz suchej wiedzy merytorycznej lub publikacji stricte naukowej, chcesz pooglądać mapy i wykresy, interesuje cię jedynie kompendium wiedzy o innych krajach. Jeśli tak jest, nie bierz się nawet za "Atlas szczęścia", bo się rozczarujesz. Choć są tutaj symboliczne kontury opisywanych państw i prosta, kolorowa grafika (wydanie w ogóle jest bardzo staranne!), nie jest to 'atlas' w typowym dla tego słowa znaczeniu.
➩ Moja ocena: 3.5/5 (dobra).
W książce Helen Russell "Atlas szczęścia" nie ma rozdziału o Polsce (może będzie w kolejnej części, jeśli takowa powstanie - kto wie?). Pytanie jednak nasuwa się samo: co w Polsce jest taką uniwersalną, ogólnoprzyjętą definicją szczęścia? Dla mnie to może być czytanie dobrej książki pod grubym kocem, z kubkiem kakao w ręce, ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest powszechne zjawisko... Więc co? Piłka nożna, skoki narciarskie? Grillowanie? A może polska gościnność, rodzinne spotkania, wspólne świętowanie...?
Jak myślicie?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz