"Igrzyska Śmierci", S. Collins
"Igrzyska Śmierci". Głośna, popularna Trylogia Suzanne Collins, którą chciałam przeczytać od dawna. Kiedy podczas ostatnich Świąt wszystkie trzy tomy znalazłam pod choinką, nie umiałam ukryć radości. Później odleżały kilka tygodni na półce, awansując na numer jeden w moim osobistym rankingu książkowych wyrzutów sumienia, aż w końcu się za nie zabrałam - z radością, z dużymi oczekiwaniami, z entuzjazmem.
I obawiam się, że po zakończeniu chyba trochę się rozczarowałam.
Nie wiem, czy o "Igrzyskach Śmierci" można powiedzieć coś, co nie zostałoby wcześniej powiedziane, skupię się więc na własnych odczuciach podczas lektury. Bo nie jest tak, że całą Trylogię skazuję od razu na rozpałkę do pieca - do aż tak skrajnych uczuć nie doszłam. Co więcej, po skończeniu pierwszej części byłam zachwycona, wciąż nienasycona - i chciałam więcej, więcej i szybciej! Ale drugi tom mój zapał lekko ostudził, a trzeci go zupełnie zgasił. I tak po "Kosogłosie" pozostałam z lekkim niesmakiem, jakimś głębokim rozczarowaniem.
Z części na część w bohaterach odkrywałam coraz więcej krwi, brutalności i nienawiści. Zamiast zjednoczenia, w świat przedstawiony wdzierała się nieufność i wątpliwości, nikomu nie można było do końca zaufać. Wielobarwność bohaterów powinna być atutem, ale w tym wypadku odznaczali się oni po prostu różnymi odcieniami szarości. Jasne, można to zrzucić na okoliczności - w końcu trwa wojna - ale nawet w wojnach potrzeba kogoś jednoznacznego. I tak, zamiast walecznej i oddanej bliskim Katniss, którą poznajemy w "Igrzyskach Śmierci" (1. części), w "Kosogłosie" widzimy zrujnowaną psychicznie dziewczynę, nieufną, zagubioną, skrzywdzoną, rozdartą. Jeszcze większą zmianę przechodzi Peeta. Temu wszystkiemu brakuje jakiegoś dobrego zakończenia, iskierki nadziei. Wiadomo, że po żadnej wojnie ludzie nie są już tacy sami, ale gdyby nasi przodkowie oddali się melancholii, nie walczyli o siebie i swoje rodziny, żylibyśmy dziś w świecie pełnym smutku, goryczy, mroku i wspomnień, które towarzyszyłyby nam jak nieme cienie na każdym kroku codzienności.
"Igrzyska Śmierci" to powieść dla młodzieży. Mam jednak wrażenie, że młodzieży nie potrzeba przygnębiającego zakończenia, ale nadziei na lepszy świat i świadomości, że jest on przede wszystkim w ich rękach. Przesłanie Trylogii jest ważne, mówi o tragediach wojny, o nieodwracalnych jej skutkach. To samo przesłanie słychać zresztą z naszych wojen, prawdziwych, realnych, strasznych. Trzeba wyciągnąć wnioski i starać się, by historia się nie powtórzyła, ale zmiany zawsze zaczynają się w sercu każdego z nas.
◉ Moja ocena: 2.5/5
_____________________________________________________________________________________________
Znajdź mnie również na Lubimy Czytać: PannaZaczytana [KLIKNIJ TUTAJ].

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz